Narratorem powieści jest Miziołek – chłopak, który swe przezwisko otrzymał, gdy we wczesnym dzieciństwie w wyliczance zamiast „fiołek” powiedział „miziołek”. Teraz tak naprawdę nikt w domu nie nazywa go już inaczej, tylko właśnie Miziołek. Na początku Miziołek-narrator przedstawia swych rodziców – Mamiszona, która wciąż zachowuje się jak dwunastolatka, a już na pewno jak dwunastolatka gotuje, wciąż od nowa czytając „Chatkę Puchatka” oraz tatę, czyli Papiszona, maniaka techniki komputerowej uwielbianego przez swoją teściową. Miziołek ma jeszcze dwie młodsze siostry. Jest zatem ponad czteroletnie Kaszydło, nazywane diabelskim wynalazkiem, które kłamie i skarży, a na dodatek wierzy w Świętego Mikołaja oraz roczny Mały Potwór o imionach Anna Klementyna Natalia, który zajmuje posadę Ukochanego Dzidziusia Mamusi.
Książka składa się z dziennika Miziołka oraz jego listów z wakacji. Opowieść zaczyna się we wtorek 1 kwietnia w Prima Aprilis. Bohater stwierdził, że zauważa u swoich rodziców objawy spierniczenia, bowiem zawodzi ich poczucie humoru. A to dlatego, że żaden z rodziców nie śmiał się z żartów bohatera, takich jak przestawienie wszystkich zegarków w domu czy zszycie nogawek spodni. Dodatkowo, kiedy mama odkryła, że napełnił cukiernicę solą, przylała mu ścierką, zaś w szkole pani Barszcz zignorowała prima aprilis i kiedy dotarł na trzecią lekcje spóźniony, wpisała mu nieusprawiedliwioną nieobecność. Nie śmiała się nawet, kiedy usiadła na podłożony przez niego serek topiony.
Następnego dnia Mamiszon w obecności Kuczmierowskiego – kumpla głównego bohatera, który przyszedł pożyczyć wentyl do roweru – nazwała go Miziołkiem. Ten wstydził się przezwiska i odmówił pójścia do szkoły obawiał się bowiem, że kolega zdradzi wszystkim, jak jest w domu nazywany. Ostatecznie bohater został doprowadzony do szkoły przez rodziców, ale okazało się, że Kuczmierowskiego dopadła angina. W piątek Miziołek otrzymał z zachowania pałę, gdy wraz z kolegą Fifą wypuścili na biurko nauczycielki białego szczurka z łapkami zanurzonymi w tuszu. Był to biały szczurek Fify, o imieniu Gutek. Niestety biały szczurek z czerwonymi oczami zostawiający na dzienniku zielone ślady łapek nie rozśmieszył matematyczki, pani Barszcz.
W sobotnim wpisie Miziołek wspomina o rozrzutności swej mamy, która uaktywnia się, gdy tata dostaje premię. Wówczas Mamiszon idzie z dziećmi na wielkie zakupy i można ją naciągnąć na takie rzeczy, jak kapslownica, sztuczna broda czy gadająca popielniczka. W niedzielę mama postanowiła, że sama upiecze ciasto, jednak jej babka drożdżowa nie przypominała normalnego ciasta. Wyglądała jak nieforemny gniot z dziurą w środku, polany na dodatek lukrem. Na dodatek Mały Potwór wypił waniliowy aromat do ciast i aromatycznie mu się odbija.
W poniedziałek po szkole Miziołek wraz z Piromanem poszli do Fify by bawić się z Gutkiem, który miał dziwny zwyczaj wykradania petów z popielniczki. Przy okazji bohater zauważył, że Fifa trzyma w szufladzie zdjęcie koleżanki Beaty i zastanawia się, dlaczego. Następnego dnia Fifa w panice oznajmił, że Gutek zachorował po zjedzeniu kawałka cygara po wujku. Kuczmierowski już proponował, że zrobi Gutkowi sekcję zwłok. Na szczęście szczura uratował weterynarz, jednak zabronił stosowania diety złożonej z petów. W środę, gdy bohater wspomniał o kupnie nowego roweru mama wściekła się i wykrzyczała, że nie są Rockefellerami, rower nie jest artykułem pierwszej potrzeby, a na dodatek Papiszona mogą w pracy „zredukować”. W czwartek była bardzo ładna pogoda i dziewczyny wszystkie przerwy spędziły na murku przed szkołą, a Beacie wyszły od tego nawet piegi i wygląda super. Niestety w szkole kolega Miziołka – Klakson – został nakryty przez woźną, gdy przeprawiał w toalecie w dzienniku swoje oceny, przeprawiając jedynki na czwórki. W efekcie całą biologię Klakson spędził w gabinecie dyrektora.
W piątek po południu do Kaszydła przyszła jej koleżanka i przy okazji sąsiadka, Balbina. Dziewczynka jest w zerówce i na dodatek dzień wcześniej wypadł jej mleczny ząb. Włożyła go pod poduszkę dla Wróżki Zębuszki, a rano pod poduszką leżał nowy pamiętnik z zezowatym krasnalem na okładce. Kaszydło zaczęło szarpać swoje zęby mleczne, ale ostatecznie postanowiła pożyczyć od babci Pelci sztuczną szczękę by mieć więcej prezentów. W sobotę Miziołek wraz z Klaksonem wysłał zgłoszenie do teleturnieju „Wiem wszystko” i spodziewają się rychłego zaproszenia na eliminacje. W ramach przygotowań chłopiec studiuje „Księgę przysłów polskich”, a Klakson „Słownik wyrazów obcych”. Wiosenna aura rozleniwiła Papiszona, a na dodatek sprawiła, że rodzice Miziołka zdziecinnieli – ojciec gra np. w pchełki, na dodatek całował się w kuchni z mamą. W szkole chłopiec otrzymał szóstkę z historii za konfederację barską, a Papiszon obiecał mu rower jeśli podciągnie się z geografii. Miziołek widzi w tym szansę na upragniony rower, bo nauczycielka z geografii wybiera się na urlop macierzyński, zaś na zastępstwo ma przyjść pan od robót, lubiany przez dzieci, bo podczas klasówek wyjmuje „Przegląd Sportowy” i czyta. Okazało się, że redukcja w firmie taty Miziołka została odwołana, a mama wspomniała coś o zakupach. Upiekła nawet szarlotkę i kupiła dużą colę.
15 kwietnia Fifa spóźnił się na matematykę, bo okazało się, że jego szczur Gutek „okocił się”, czyli urodził młode. Domniemany samiec załamał Fifę, bo od kiedy Gutek został matką, chłopiec nie wie, jak się ma do niego zwracać. Poza tym rodzina chłopca nie chce słyszeć o hodowli szczurków. Koledzy Fify ze szkoły – Klakson, Zarazek i Krośkiewicz wyrazili chęć zaadoptowania młodych. Miziołek odbył pierwszą rozmowę z mamą na temat zwierzątka, jednak ta stwierdziła, że wystarczą jej trzy małe zwierzątka domowe, czyli bohater i jego dwie siostry. Papiszon poparł przyjęcie szczura pod dach ich domu, bowiem uważa go za zwierzę inteligentne, które na dodatek nie brudzi i nie szczeka. Ostatecznie Mamiszon zgodził się na nowe zwierzę, a Kaszydło obiecała oddać szczurkowi swój domek dla lalek. Miziołek zaklepał sobie zatem szczurka i ma go odebrać, jak ten się usamodzielni. Planuje nazwać go Czesiek. W sobotę bohater na bazarku koło domu spotkał Kuczmierowskiego, który - by zebrać fundusze na kurtkę z bajerami - handlował beretami. Miał rozkładany stolik i szło mu fantastycznie. Fifa pojechał do dziadka po rozkładany stolik, zaś Piroman kupił gazetę i szukał ogłoszeń hurtowni beretów, chcieli bowiem powtórzyć sukces kolegi. Jedynie Miziołek nie czuje w sobie powołania do biznesu. Za to w niedzielę, 20 kwietnia do domu Miziołka, zawitał szczurek. Członkowie rodziny mieli różne propozycje co do nazwania go. Mama proponowała na przykład „Pompejusza”, Kaśka chciała Kena. Ostatecznie każdy napisał na kartce swoją propozycję, a Mały Potwór ciągnął losy. Tak szczurek został Ogryzkiem. Na szczęście Papiszon stwierdził, że Ogryzek to nazwisko i ostatecznie szczurek został nazwany Pompejusz Czesław Ken Ogryzek. Siostra Miziołka woziła go w wózku dla lalek, jednak gdy chciała go przebrać w strój lalki Barbie Miziołek zaprotestował. Mama zaś nieustannie proponowała, by łysy ogonek szczura posmarować środkiem na porost włosów. W kolejnych dniach szczur zjadł obcas maminego buta, ale na razie nikt tego nie zauważył, zaś Miziołek wrzucił buty za lodówkę. Chłopiec planuje zakupić szczurkowi kość i smycz, by wiosną zabierać go na działkę cioci Ani. Bez tego pies cioci, Bobik, by go zjadł.
Niestety w sklepie nie było smyczy dla szczura, Miziołek poprosił mamę, by zrobiła obróżkę na szydełku. Na jaw wyszło, że Ogryzek zjadł obcas. Ostatecznie mama postanowiła zrobić nie tylko smycz i obróżkę, ale również kaganiec. Potwierdzenie zgłoszenia z teleturnieju wciąż nie nadchodziło i Miziołek żałuje, że nie posłuchał Klaksona i nie przypiął do swojego zgłoszenia zdjęcia. W sobotę 26 kwietnia Miziołek po raz pierwszy wyszedł z Ogryzkiem na spacer. Nie nałożył mu jednak zielonego kubraczka zrobionego przez mamę stwierdził bowiem, że pajaca w kubraczku nie będzie chciała żadna szczurza samiczka. Na spacer wyszedł też Fifa z Gutkiem oraz Zarazek, który przyniósł siostrę Gutka, Matyldę. Niestety kiedy sąsiad z parteru zobaczył trzy szczury, to poszczuł ich kotem. Zwierzę jednak od razu uciekło na drzewo.
Następnego dnia Ogryzek zrzucił wszystkie flance z parapetu, a mama była bliska jego eksmisji. Miziołek nie rozumie problemu – przecież to mama flancami zajęła parapet szczurka, na którym zwierzę wygrzewało się w słońcu. Miziołek złożył w imieniu Ogryzka obietnicę poprawy, zatem eksmisja została odroczona. W poniedziałek Kuczmierowski przyszedł do szkoły w nowej skórzanej kurtce z bajerami, co imponowało dziewczynom. Okazało się też, że Kuczmierowski ma nie tylko skórę, ale też mutację, rosną mu wąsy i doskonale udaje psa. Tymczasem Miziołek żali się, że jego wiosenna kurtka nie wygląda lepiej od kubraczka Ogryzka.
Małemu Potworowi wychodzi ósmy ząb, dlatego się ślini bez opamiętania. Miziołek postanowił zadbać o edukację muzyczną siostry i puszcza jej na słuchawkach rap. Dziewczynka śmieje się pokazując siedem zębów i ten ósmy, którego jeszcze nie ma. Niestety, Potwór niezauważenie zjada dzienniczek bohatera mamlając go tak, że został z niego tylko plan lekcji. Napoczął też książeczkę zdrowia Kaszydła i Mamiszon w porę zareagował. Natomiast Papiszon ma jakąś pilną pracę i nikomu nie wolno mu przeszkadzać. Co godzinę tylko wynurza się ze swojej nory, żeby coś przekąsić. Ta nora Papiszona, to najlepiej strzeżone miejsce w domu. Nikomu nie wolno wchodzić tu bez pozwolenia. Mimo że panuje tam straszny bałagan, mama ma zakaz sprzątania. Cała podłoga usiana jest „ważnymi papierami”, wszędzie leżą też narzędzia i części rowerowe, zaś na krzesłach królują książki. Miziołek nie rozumie, dlaczego jemu nie wolno w takim razie bałaganić i stwierdza, że nie ma sprawiedliwości w rodzinie.
W przeddzień 1 maja Miziołek otrzymał pocztówkę z czerwonymi różami, zaś na odwrocie – zamiast tekstu był kotek, serduszka oraz podpis ”Tajemnicza Wielbicielka”. Chłopiec zastanawia się, kto jest nadawcą. Podejrzewa, że to żart Klaksona, bo nie jest to w stylu Beaty. Na myśl przychodzi mu jeszcze Patrycja, Buba, albo dziewczyna z którą chodzi na angielski. Następnego dnia chłopiec jest pytany z geografii czwarty raz z rzędu i stwierdza, że nauczycielka się na niego uwzięła. Na dodatek Mamiszon zapisał się na kurs medytacji transcendentalnej. Kiedy jednak Miziołek zapytał się jej, co to znaczy, kazała mu się nie garbić. Niestety w domu nie ma warunków do tego, by medytować, bo jak tylko zaczyna, Mały Potwór domaga się nocnika, Kaszydło rozbiera mikser na części, a wygłodniały Papiszon chce jeść. Na obiad zresztą była zimna zapiekanka, więc tata zaproponował, by mama zapisała się na kurs gotowania, ale ta kopnęła go pod stołem.
Następnego dnia do mamy przyszła koleżanka Kornelia zajmująca się wróżeniem i rozmawiająca z duchami, która w torebce nosi zasuszoną mysią łapkę na szczęście. Dzieci całe popołudnie przesiedziały z Papiszonem w kuchni, bo wszyscy źle znoszą jej wizyty, a tata nazywa ją nawet „Stukniętą babą”. Po każdej wizycie Kornelii pojawiały się jakieś kłopotliwe prezenty, teraz też ofiarowała mamie amulet zapobiegający opadaniu ciasta drożdżowego i przesunęła tapczan w sypialni rodziców na środek, by uniknąć żył wodnych.
W niedzielę rodzina Miziołka wybiera się na działkę do cioci Ani. Od rana jest bardzo nerwowo, bo z zapakowaniem rzeczy do samochodu jest sporo problemów. Papiszon pakuje składane łóżeczko Potwora, kubełek na pieluchy, konewkę, porcję rondelków Kaszydła, dwie lale, koce, gumowego węża, koszyk z jedzeniem. Kiedy przenośny rożen turystyczny się nie mieści, Papiszon odmawia współpracy. To mama zatem ładuje rower Miziołka na bagażnik. W drodze też nie brak przygód – Kaśka co chwila oznajmia, że zwymiotuje, zaś rower obsuwa się na tylną szybę.
Na miejscu są Fabisiakowie z karykaturą psa – Bobikiem, będącym mieszanką basseta i jamniczki, a przy tym lizusem i obłudnikiem. Fabisiakowie karmią go szarlotką, a na każde urodziny Bobik dostaje torcik ze świeczkami. W poniedziałek mama musiała iść do przedszkola, by wysłuchać skarg na Kaszydło, które nie chce jeść jarzyn, a porcję buraczków wepchnęła do rajstop, na dodatek kopnęła Sebastianka, który ją wydał. Kiedy wychowawczyni chciała ją ukarać, Kaśka wytłumaczyła jej, że w domu mama kopie tatę i nikt za to nie stawia jej do kąta. Mamiszon wyparł się wszystkiego, a Miziołek nie rozumie, jak to jest z tym kłamaniem.
We wtorek Miziołek zrobił dobry interes, wymieniając petardy na kauczukową piłkę, ją na imadełko, a te na duży magnes. Za ten magnes natomiast Klakson proponował Miziołkowi scyzoryk. Mama natomiast przestała medytować i kupiła różdżkę oraz wahadełko, by szukać żył wodnych – znalazła jedną w zlewie. Odpuściła też z medytacją i zapisała się od przyszłego tygodnia na siłownię.
Miziołek wraz z Fifą i Piromanem zastanawiał się skąd wziąć kasę, jednak nie doszli do porozumienia. Piroman proponował hodowlę szczurów, Fifa upierał się, że zostanie wróżką, bo te podobno świetnie zarabiają, zaś Miziołek proponował lekcję ruszania uszami i zezowania lubieżnego. Ostatecznie wygrał pomysł Fify, który załatwił okrągły klosz od lampy, mający zastąpić szklaną kulę. Gorzej z kotem, bowiem prawdopodobnie zjadłby Gutka. Piroman stwierdził, żeby dać sobie spokój z kotem, bo w jego charakterze może występować Gutek. Fifa przehandlował nawet swoje najlepsze kapsle za talię kart, choć bez króla kier i chodzi na korepetycję z wróżenia do pani Polesiakowej, przyjaciółki jego babci. Piroman natomiast uruchomił small business, choć jest to produkcja na niewielką skalę, przynajmniej na razie. Wynalazł on i wdrożył urządzenie z papieru, spinacza, gumki recepturki i guzika. Jak się na nim siądzie, wydaje charakterystyczny odgłos i dlatego nazywa się „pierdzik” . Po przetestowaniu na pani Barszcz – i w konsekwencji lufie z zachowania - zebrał trzydzieści osiem zamówień. Jak Miziołek dostarczy mu trochę gumek recepturek to ma szanse zostać udziałowcem.
W sobotę Miziołek wraz z dziadkiem był w kinie, a przy okazji dostał od niego pieniądze na dwa batony. W niedzielę chłopiec musiał poświęcić się i wraz z siostrami iść do teatru na „Calineczkę”. Dzięki temu otrzymał jednak zapas maminych gumek recepturek. W poniedziałek okazało się, że Miziołek ma temperaturę i musi zostać w domu. Ucieszył się z tego bardzo i już zgromadził pod łóżkiem pięciodniową porcję komiksów i kryminałów. Stwierdził, że zwykłe przeziębienie oznacza 3 dni wolnego, angina tydzień, ale najlepsze jest zapalenie płuc - 2 dwa tygodnie. Na dodatek rodzina zaczęła chodzić koło niego na palcach, nawet potwory trzymają się z daleka. Niestety gorączka spadła bardzo szybko i we wtorek Miziołek musiał natrzeć termometr. Niestety trochę przesadził i pokazało się 38,9 st.C. Papiszon wezwał zatem lekarza, którego Miziołek określił mianem Starego Żółwia. Ten zalecił bańki i kleik. Miziołek nie mógł wytrzymać z głodu i stwierdził, że musi wyzdrowieć. W szkole odbyły się w tym czasie eliminacje do mistrzostw jazdy na deskorolce. Piroman przegrał z dziewczyną, dał wygrać Pućce. Na pytanie Piromana, na co Miziołek jest chory odpowiedziała mama, że to zaraźliwa: griposus Mistificatorus, więc Miziołek podejrzewa, że został zdemaskowany. W piątek Miziołek został wyciągnięty z łóżka i zaproszony na śniadanie. Papiszon ogłosił amnestię dla symulantów, bowiem rodzice już dawno zorientowali się, że naciera termometr i postanowili wyleczyć go z tego za pomocą kleiku.
Następnego dnia zastanawiał się nad listą gości na przyjęcie urodzinowe. Po ostatnich doświadczeniach, kiedy to sąsiedzi zagrozili, że wezwą policję, Mamiszon pozwolił mu zaprosić tylko sześć osób. Ostatecznie zdecydował, że zaprosi Patrycję, Beatę, Piromana, Fifę, Klaksona i Pućkę, która nie tylko jeździ na deskorolce, ale uprawia też kick boxing. Ustalił też z mamą urodzinowe menu. Mają być podane grzanki, korki z żółtego sera, sałatka owocowa i tort. Pytanie tylko, co zrobić z Potworami?
W poniedziałek rano przy śniadaniu rozgorzała dyskusja na temat selera naciowego, tego czy jest łodygą czy bulwą, która przeniosła się też na kolejny dzień. Miziołek podjął próbę pogodzenia skłóconych przez seler rodziców, ale Papiszon odmówił stwierdzając, że prędzej zje swój beret niż wyprze się przekonania, że jadalna część selera naciowego jest łodygą. Biorąc pod uwagę, że ostatnio rodzice kłócili się o to, czy ananas rośnie w ziemi czy na drzewie, Miziołek nabiera przekonania, że z jego rodzicami jest coś nie tak. Kłótnie rodziców mają jednak i dobrą stronę – Mamiszon zawsze piecze ciasto na zgodę.
W środę w szkole szóste klasy ogłosiły wybory MISS SZKOŁY. Kandydatka miała być ładna i mądra, co Miziołek uznał za nierealne połączenie. Wiadomość o wyborach rozeszła się błyskawicznie, a dziewczyny zaczęły się – według Miziołka – strasznie mizdrzyć. Piroman zgłosił kandydaturę Pućki na Miss, ale Miziołek nie rozumie, jak piegowate czupiradło z posiniaczonymi kolanami ma zostać Najpiękniejszą. Następnego dnia dziewczyny tak się wystroiły, że nauczycielka pani Barszcz odesłała do domu trzy z nich z polakierowanymi paznokciami i dwie w siatkowych pończochach. W piątek okazało się, że wybory Miss wygrała Pućka, gdyż wiedziała w jakim kraju leży Salzburg, zjadła też cytrynę bez skrzywienia i przeszła z wdziękiem całą szerokość auli z koszem na głowie. Na koniec Pućka stwierdziła, że w nosie ma tytuł Miss, ale nagrodą był karnet na festiwal filmowy, a ona lubi kino.
W sobotę były urodziny Miziołka, które zakończyły się dopiero o dziewiątej. Wszyscy bawili się znakomicie. Fifa straszył Gutkiem dziewczyny, Klakson udawał Jasia Fasolę, a Pućka pochwaliła deskorolkę Miziołka i obiecała nauczyć go kickflipa. To prawda w połowie tańców sąsiad zaczął stukać, ale mama poszła do niego z kawałkiem tortu załagodzić sytuację. Piroman tańczył tylko z Pućką i Miziolek stwierdził, że Beacie ubył jeden adorator.
W niedzielę Papiszon miał od zły nastrój. Kazał Miziołom sprzątać pokój, pogonił syna od telewizora, a Kaśce skonfiskował landrynki przed obiadem. W poniedziałek 26 maja dyrektor przyłapał Fifę na podglądaniu dziewczynek w szatni i wpisał mu uwagę do dzienniczka, prosząc o natychmiastowy kontakt rodziców z dyrekcją. Mamiszon stwierdził, że zachowanie Fify to efekt braku wychowania seksualnego. Miziołek nie chciał wyprowadzić mamy z błędu i nie przyznał się, że podwórko uświadomiło ich wszystkich rzetelnie, a Fifa zdecydowanie więcej wie na temat rozmnażania naczelnych niż jamochłonów.
Szefową Papiszona została młoda i niebrzydka kobieta, co zdenerwowało Mamiszona, szczególnie, że mężczyzna wciąż chwalił nową szefową. Mama sięgnęła nawet po książkę magii haitańskiej, szczególnie koncentrując się na lalkach wodoo. Mamiszonowi podpadł nie tylko mąż, ale i Ogryzek, który umoczył ogon w salaterce z kompotem, a potem go oblizał. Kobieta wywiesiła na drzwiach kuchni kartkę ”Bezczelnym szczurom wstęp wzbroniony”, ale Miziołek ma obawy, że Ogryzek jest analfabetą. Na dodatek wkrótce Papiszon otrzymał podwyżkę. Tym razem mama, zamiast się cieszyć, wygłasza komentarze o lisiej przebiegłości szefowej taty. W niedzielę mamę odwiedziła jej koleżanka – pani Mordka, która wciąż stara się odchudzić. Odmówiła nawet zjedzenia świeżej szarlotki mamy, ale Miziołek nakrył ją na wylizywaniu słoika po bitej śmietanie.
W poniedziałek po szkole miały odbyć się zawody deskorolkowe o mistrzostwo osiedla, jednak pani Barszcza zapowiedziała klasówkę z matematyki i nie każdy mógł na nie przyjść. Wszystkie konkurencje wygrała Pućka. Klasówka z matmy nie poszła chłopakom najlepiej. Zbliża się koniec roku i koledzy Miziołka zamiast wychodzić na podwórko uczą się, by poprawić stopnie. Mamiszon zaczął eksperymenty z kuchnią wegetariańską. Papiszon stwierdził, że obiad smakuje jak tektura, i za karę dostał dokładkę, więc Miziołek woli nie wychylać się ze swoimi skojarzeniami z trawą. Stwierdził też, że jest mięsożerny, o czym ostatecznie przekonał się przy kotletach z brukselki.
W sobotę Miziołek wyrwał się w porze obiadowej do Fify, którego ojciec świetnie gotuje. Zajmuje się też domem odkąd jego żona została bizneswoman. W niedzielę rodzina Miziołka pojechała na swoją działkę rekreacyjną, choć dotarli tam późno, bo Ogryzek nie chciał wsiąść, później pojawiły się problemy z zamocowaniem przyczepki, a w trakcie jazdy, za Wyszkowem, przyczepka odpadła. Na działce mama wszystkim znalazła jakieś pożyteczne zajęcie, więc odpoczął jedynie Ogryzek.
W poniedziałek Kaśka wzięła najładniejszą kulkę z kolekcji Miziołka, za co ten ukazał ją trzema „szczypami z zakrętasem”. Siostra pobiegła z płaczem do mamy pokazując siniaka na pupie, a tata ukarał Miziołka za znęcanie się nad rodzeństwem potrójnym zmywaniem z podwójnym odkurzaniem. Natomiast Kasia za pożyczanie sobie rzeczy bez pytania dostała tylko potrójne szorowanie zlewu.
Następnego dnia okazało się, że mama Fify kupiła motor, sportową yamahę, dokładnie taką o jakiej marzy Papiszon. Mamiszon natomiast chodzi zły, że tacie marzy się żona na dyrektorskim stanowisku, podczas kiedy ona pracuje w domu jak niewolnica. Znów zatem wybuchła awantura, a Miziołek zastanawia się, czy rodzice Fify się kłócą.
Mamiszon zaczął zastanawiać się nad potencjalnymi źródłami zarobkowania, bo chce zarabiać dużo pieniędzy. Wśród tych źródeł zarobków wymieniła: szydełkowanie, woskowanie samochodów albo pisanie książek kucharskich. Szczególnie książki kucharskie rozśmieszyły Papiszona i wymyślił już tytuł pierwszej „Pichcę i knocę”.
Następnego dnia dentysta stwierdził, że Miziołkowi rośnie nadprogramowy ząb, który trzeba usunąć. Chłopak uznał, że jest wybrykiem natury. Rodzina przyjęła ten fakt bez entuzjazmu, co zdziwiło Miziołka, bo przecież nie każdy ma dziecko z dodatkowym zębem. A on mógłby na przykład reklamować pastę do zębów. Tymczasem mama po prostu zadzwoniła do dentysty i umówiła syna na wizytę, uniemożliwiając Miziołkowi zarobkowanie na wyjątkowym uzębieniu. Tymczasem Zarazek chodzi po szkole chwaląc się, że tegoroczne wakacje spędzi w Grecji. Jego ojciec zarobił wielkie pieniądze na handlu wielkanocnymi zajączkami z Honkongu.
W sobotę wybuchła afera z Emilką. Chłopak podrzucił tej najlepszej uczennicy i przewodniczącej samorządu oraz redaktorce szkolnej gazety liścik z obraźliwym wierszykiem. Dziewczyna natychmiast na niego naskarżyła Mamiszonowi, że jest arogancki. W niedzielę rodzina była na wycieczce w lesie. Miziołek, Papiszon i Potwory opalali się na kocyku, a Mamiszon próbował nawoskować samochód, żeby sprawdzić, czy to opłacalne zajęcie. Po godzinie jednak zrezygnowała. Niestety Potwory nasmarowały olejkiem do opalania Ogryzka i szczurek trafił do weterynarza.
W poniedziałek 16 czerwca oceny były już wystawione, dlatego pani Barszcz zabrała klasę do Łazienek na wycieczkę. Chłopcy wyławiali z fontanny monety, niestety Miziołkowi trafiały się same pięciogroszówki, choć i tak starczyło mu na lody. Później zwiedzali pałac królewski, a nauczycielka zapomniała zdjąć po wyjściu z muzeum filcowych kapci i klasa miała niezłą zabawę, bo doszła w nich do przystanku. Następnego dnia dentysta pozbawił Miziołka szansy na grubą forsę. Na dodatek po wyrwaniu zęba założył Miziołkowi aparat z różowego plastiku do naprawy zgryzu, w którym chłopiec wyglądał jak Drakula. Kaszydło bardzo chciałaby mieć taki aparat i nieustannie chodzi za Miziołkiem to powtarzając. Na dodatek po południu aparat zaginął, ale Mamiszon odnalazł go w doniczce z fikusem. W czwartek Kaśka przyniosła do domu zapchlonego kotka. Ogryzek dostał histerii, a mały Mizioł alergii. Ostatecznie kotek miał trafić do czteroletniej sąsiadki, Bogusi, która nie ma żadnego zwierzątka. W piątek mama z panią Mordką pojechały na sezonową wyprzedaż ciuchów. Koleżanka podarowała też mamie nową wagę Czeską, która ma tą zaletę, że odejmuje każdemu dwa kilogramy, co zachwyciło Mamiszona. W sobotę Miziołek namówił rodzinę na spacer po Łazienkach i zabrał ze sobą narzędzia pracy – durszlak i siatkę na motyle. Niestety Piroman ubiegł go w wyjmowaniu monet z fontanny. W czerwcu cała rodzina Miziołka oszczędza. Miziołek zbiera na wakacje, ale wciąż ma nowe wydatki. Kaszydło zbiera na domek dla Barbie, Mały Potwór do swojej skarbonki wrzuca guziki i spinacze, mama zbiera na nowy odkurzacz, a tata na wakacje.
Dzień przed rozdaniem świadectw Mamiszon uprał w spodniach Miziołka banknot dziesięciozłotowy, który chłopiec dostał od dziadka. Chłopiec upomniał się o nowy w ramach rekompensaty, ale mama powiesiła na drzwiach łazienki kartkę, że za rzeczy pozostawione w kieszeniach pralnia nie odpowiada. Papiszon rozstrzygnął spór mowiąc, że oboje ponoszą winę za tą stratę, więc mama powinna oddać Mizołkowi połowę kwoty.
Następnego dnia mimo protestów i przekonywania, że rodzice są niepotrzebni podczas rozdawania cenzurek, Mamiszon poszedł wraz z synem do szkoły. Najpierw była część artystyczna, a po apelu rozdano świadectwa. Rodzice Piromana zaprosili dzieci na lody. W czwartek Mizioł zaczął pakować się na kolonie, jednak jego mama miała inne zdanie co do potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy. Wyrzuciła Miziołkowi z plecaka wszystkie zbędne przedmioty, czyli m.in. wytrych, gumki recepturki, okulary z plastikowym nosem czy lusterko z gołą babką, zaś do potrzebnych dorzuciła więcej bielizny, kalosze i podręcznik do biologii.
Listy z wakacji
List 1
W liście Miziołek stwierdza, że na kolonii jest ekstra bo nie ma Miziołów i pani Barszcz. Informuje też o przebiegu podróży. Najpierw jechali pociągiem do Olsztyna, kiedy jeden z wychowanków zaciągnął hamulec ręczny, ponieważ zobaczył przez okno kiosk ze słodyczami i chciał sobie kupić batona. Na początku Miziołek siedział w jednym przedziale z Piromanem i Fifą, ale już na Dworcu Zachodnim wychowawcy rozsadzili chłopców, bo Fifa wszedł na półkę z bagażami i udawał King Konga. Piroman przez całą drogę nie chciał rozstać się ze swym plecakiem i trzymał go na kolanach. Z Olsztyna autokarami koloniści udali się do szkoły w Pupkach, gdzie mieli mieszkać. Było z tym trochę zamieszania, bo Piroman nie chciał włożyć swojego plecaka do bagażnika. W drodze śpiewali piosenki, a chłopak który zatrzymał pociąg, nazwany przez dzieci Hamulcowym, zaśpiewał o psotnych skrzatach. Wówczas kierowca zatrzymał autokar i stwierdził, że musi się skoncentrować na drodze i nie można go narażać na takie stresy. W sali Miziołek dostał łóżko pod oknem obok Piromana i Drągala, który nie wymawia głoski „r”. Fifa oglądał się za jakąś kudłatą dziewczyną i w porę nie zajął sobie dobrego miejsca, więc śpi przy drzwiach, Piroman obiecał Fifie, że nakłoni Drągala, by ten zamienił się łóżkami. Ponoć ma w plecaku środki do przekonywania. Wieczorem chłopcy planowali złapać nad jeziorem żaby żeby powrzucać je do pokojów dziewczynek przez okno.
List 2
Miziołek dziękuje rodzicom za paczkę ze słodyczami, którymi podzielił się z Piromanem. Drągal już wcześniej dostał paczkę od rodziców, ale wepchnął ją pod łóżko i nie chciał się podzielić. Ostatecznie swoje cukierki zjadł sam i aż pozieleniał. Chłopiec wspomina też o wycieczce do Malborka, podczas której Fifa interesował się wyłącznie kwestiami technicznymi, jak czujniki przeciwpożarowe i kratki wentylacyjne. W nocy chłopcy nastraszyli dziewczynki przebierając Drągala za ducha komtura krzyżackiego Ulricha von Jungingena. Zabawę popsuła niestety pani dyrektor, która zabrała Drągalowi sitko, które miał na głowie, a Zyzikowi latarkę. Wezwała też do siebie wychowawcę chłopców i wychowawczynie najstarszych chłopaków, ale oboje gdzieś zniknęli – poszli zaczerpnąć świeżego powietrza. Chłopcy nazwali swojego wychowawcę Marchewką i nie mogą patrzeć, jak się męczy wzdychając do dziewczyny, kiedy ta woli spędzać czas z ratownikiem na łódce. Zyzik stwierdził, że Marchewka nie zna się na dziewczynach i że one lubią jak im się podstawi nogę czy przyklei landrynkę do włosów. Piroman natomiast uważa, że prościej jest unieszkodliwić ratownika. Chłopiec chwali się też, że wygrał wyścig z jajkiem na łyżce.
List 3 od Mamiszona
Mama zakazała neutralizacji ratownika. Przesłała też synowi kalosze, które zostawił pod łóżkiem. Pisała, że nie chodzi już na siłownię, za to gra na mandolinie, którą pożyczyła od pana Fabisiaka. Okazało się, że mężczyzna występował kiedyś w zespole El Pueblo i miał śmieszne wąsiki. Ogryzek połknął żeton, ale przeżył.
List 4
Okazało się, że Mamiszon przysłał Miziołkowi tylko jeden kalosz. Kolonie dobiegają końca i chłopaki szykują się na zieloną noc. Mikuś od tygodnia nie myje zębów, żeby zaoszczędzić na paście do mazania dziewczyn. Mają przygotowane petardki, by odpalić je pod oknami ratownika oraz ślimaki winniczki, które chcą wpuścić pielęgniarce pod kołdrę. Dziewczyny też coś knują, bo Zyzik widział, jak wynosiły z kuchni worki po ziemniakach. W sprawie Marchewki jest znaczny postęp. Ratownik został unieszkodliwiony, bo Fifa zrobił w łódce dziurę i skończyły się romantyczne przejażdżki. Marchewka nie zwraca na chłopców uwagi, wciąż chodzi za wychowawczynią – zaprosił ją nawet na lody. Fifa uruchomił niezły biznes - robi młodszym dzieciakom hełmy z papieru, w których walczą z Krzyżakami, czyli miejscowymi. Za hełm bierze dwa cukierki, a że na rozejm się nie zanosi, interes idzie świetnie. Chłopiec prosi też, by mama zabrała na dworzec Ogryzka
List 5
List skierowany jest do babci. Miziołek prosi, by mógł wcześniej przyjechać do niej wcześniej, ponieważ po jego powrocie z Pupek okazało się że w domu trwa remont i nie może korzystać z wakacji. Mamiszon maluje sufit, Mizioły leżą przykryte gazetami i grają na pokrywkach.
List 6
Miziołek relacjonuje podróż do babci do Poznania z pięcioletnim „piekielnym Rysiem”, który wsiadł do przedziału w Łodzi. Kiedy mama Rysia zajęła się bagażami, on kopnął Miziołka, a zanim dojechali do Poznania, zdążył wypluć sałatkę ziemniaczaną na podłogę, wepchnąć starą gumę w zatrzask od walizki i powiedzieć do konduktora „Spadaj pajacu!”.
Chłopiec pisze, że w Kiełpinie, gdzie dojechał z babcią PKS-em, nic się nie zmieniło, chociaż przerósł ją o pół głowy. Nie ma jedynie klonu przed domem, bo wiosną przewróciła go wichura. Poznał go też Tropek, który merdał radośnie ogonem. Następnie chłopiec opisuje swych wakacyjnych kolegów. Po przyjeździe znalazł ich nad rzeką, gdzie łapali żaby.
Miziołek bierze też udział w sianokosach, za co ma pozwolenie by grzebać na strychu pod warunkiem, że bez pytania nic stamtąd nie wyniesie. Opisuje też jak w ubiegłym roku chłopcy część nieużywanych, starych sprzętów oddali do Muzeum Regionalnego. Babcia była strasznie zła, jak zobaczyła na wystawie swoją lampę naftową i kołowrotek. Przeszło jej dopiero po liście kustosza z podziękowaniami za darowiznę.
Chłopiec wspomina też o planach budowy szałasu. Chłopy mają zamiar w nim spać, a babcia obiecała nawet, że da im kanapki. Nowy szałas jest lepszy od tego, który w ubiegłym roku zjadła im koza. Miziołek prosi, by mama spytała Klaksona, czy ma namiot.
List 7
To list od Klaksona w którym informuje, że nie ma namiotu, bo myszy zjadły całą podłogę. Wspomina również, by pogadał z Bartkiem, który ma nowy namiot. Pisze, że kiedy Miziołek się opala, rodzice wciąż katują go dyktandami. Jego list jest jednak pełen błędów.
List 8
To list Miziołka do Fify. Miziołek opisuje pobyt na obozie harcerskim w Brodnicy. Niestety wciąż pada deszcz i ma przemoknięte wszystkie rzeczy. Śpi w namiocie z Benkiem, który wciąż coś je, a ponieważ chłopcy mają wspólny prowiant, Miziołek musi go pilnować. Dziewczyny z zastępu Pućki okopują namiot łyżeczką do herbaty, ale to tak, jakby wylewać wodę naparstkiem.
Przez Benka wygłupili się na nocnych podchodach. Benek bowiem tak głośno jadł botwinę, że zdradził obecność chłopaków i warta od razu ich nakryła. Mizołek wspomina, że ponoć mama Benka zamyka przed synem lodówkę na noc i co tydzień zmienia szyfr. Na dodatek Benek jest zapatrzony w Myszę z obozu dziewczyn, która potrafi zjeść żywą dżdżownicę, co na koledze Mizołka robi wrażenie. Miziołek natomiast narzeka na obecność dziewczyn z zastępu Pućki, które wciąż wymyślają Dzień Czystości, akcję zalesiania, czy konkurs literacki. Miziołek wraca 14 i od razu ma jechać z rodzicami do Jelitkowa.
List 9
To list od dziadka Jurka, który słyszał, że u nich ciągle pada i przesyła drobną kwotę na wydatki. Prosi jednak, by chłopiec się nie wygadał przed mamą. Informuje, że remont dobiega końca, a Mizioły są u nich, bo pobrudziły się olejną farbą. Papiszon wpada do nich na obiady, bo mama nie ma głowy do gotowania. Jest jednak szansa, że remont zakończy się przed wyjazdem do Jelitkowa.
List 10
Miziołek pisze do Piromana informując o pobycie nad morzem w Jelitkowie. Pisze, że przez pierwszy tydzień miał fajnie, bo rano miał tylko obowiązek wykopać, grajdoł dla rodziców i do obiady miał spokój. Niestety później zaczęło padać i rodzice zrobili się nerwowi. Miziołek zaprzyjaźnił się z bliźniakami z Krotoszyna, którzy mają świnkę morską – Kapitana. Budują dla niej transatlantyk z tekturowych pudeł, ale świnka źle znosi próbne rejsy. Podczas pobytu chłopca nad morzem był sztorm i fala wyrzuciła na brzeg skrzynkę po kubańskim rumie, która posłużyła za szalupę dla Kapitana. Mama zwątpiła w poprawę pogody, bo kupiła tubkę samoopalającego kremu. Na pierwszy słoneczny dzień zapowiedziano konkurs budowania zamków z piasku. Papiszon wierzy, że wygra i ćwiczy wznosząc budowlę wraz z pięcioletnim synem sąsiadów. Zaprasza też kolegę, by do niego wpadł po powrocie i zobaczył wyremontowaną łazienkę, pomalowaną w rybki.
List 11
Miziołek pisze do Babci-Drapci, że wrócili już z wakacji. Bohater informuje że Papiszon postanowił wyjechać wcześniej, by uniknąć korków, zaczęli się więc pakować rano. Niestety wszyscy wczasowicze wpadli na ten sam pomysł i Papiszon utknął w korku, w rezultacie do Warszawy dotarł nad ranem. Po drodze Mizioły robiły w trakcie jazdy miny do kierowcy, który jechał za nimi. Niestety okazało się, że to księgowy z pracy taty. Papiszon odgraża się, że kolejne wakacje spędzą w Zielonce pod Warszawą.
Ojcu udało się ostatecznie zająć pierwsze miejsce w konkursie na budowę zamku i swoje trofea powiesił w pokoju nad telewizorem. Mizołek obliczył też, że do kolejnych wakacji zostało 301 dni.
Dziennika Miziołka ciąg dalszy
29 sierpnia w piątek Mamiszon z dziećmi udał się na nerwowe zakupy przed rozpoczęciem roku szkolnego, tj. poszli po kapcie czy zeszyty. Mama jest zła, bo nie lubi wydawać pieniędzy na rzeczy praktyczne. Przez cały pobyt w Jelitkowie Mamiszon robił tacie wyrzuty, że nie jadą na wakacje do ciepłych krajów. Tymczasem w sobotę wpadła Fabisiakowa i zaczęła narzekać na pobyt w Grecji. Od krewetek dostali bowiem salmonelli, panu Fabisiakowi zeszła skóra z czoła, a pies Bobik całe dnie spędzał przy barze z szaszłykami i o mało nie umarł z przejedzenia. W ten sam dzień rodzice grali z ciocią Klimą i jej mężem w remika – przegrani robili przysiady. Ciocia jak zwykle oszukiwała, zaglądała w karty, dawała znaki podczas licytacji, a i tak z wujkiem przegrali. Teraz gra toczyła się na przysiady, wcześniej grali na prztyczki, a jeszcze wcześniej na fikołki. W niedzielę mama zaspała, a Mizioły zjadły na śniadanie jogurt, lizaki i parówki.
Obok szkoły spaliła się w wakacje pralnia. Dwie sekcje straży pożarnej gasiły pożar, niestety szkoła się nie zajęła. Nadszedł 1 września. Pani Barszcz po dwóch miesiącach przerwy wydała się Miziołkowi nawet ludzka, Mikuś ogolił się na łyso, a Zarazek zaczął przechodzić mutację. Najbardziej zmieniła się jednak Miśka, zaokrąglając się z przodu i z tyłu. Nowym w klasie był Murzyn, który nazywał się Stanisław Łokietek – słysząc to klasa nie mogła powstrzymać śmiechu, a pani Barszcz próbując uciszyć uczniów złamała linijkę, którą waliła w biurko. Mama Łokietka jest lekarką w szpitalu, nazywa się Malou i pochodzi z Senegalu, zaś ojciec ma na imię Władysław. Wszyscy zastanawiają się, czy Łokietek mówi po polsku, ale na razie nikt go o nic nie pyta. Pasibrzuch z szóstej d klasy zażądał od Łokietka forsy „za ochronę”, ten jednak go zlekceważył. Na drugi dzień Pasibrzuch chciał ponownie forsę od Łokietka, ale ten udawał, że nie słyszy, Wówczas zdenerwowany Pasibrzuch wymierzył Łokietkowi cios w nos, ale ten się uchylił, kucnął, obrócił się i wyrzucił w górę nogę, po czym przyłożył stopą w ucho Pasibrzucha. To od razu zaczęło puchnąć. Pasibrzuch dostał szału i rzucił się na Łokietka, ten jednak przyłożył napastnikowi w drugie ucho. Wszyscy gratulowali nowemu – okazało się, że urodził się w Łodzi i świetnie mówi po polsku. Obiecał zabrać kolegów do klubu kung-fu, gdzie trenuje, a wiosną mają zamiar założyć drużynę koszykówki. W pokoju Potworów coś bardzo śmierdziało. Miziołek wraz z Mamiszonem zwinęli nawet wykładzinę, zajrzeli na szafę, ale nie mogli odkryć źródła smrodu. Ostatecznie okazało się, że misie dziewczynek po zastrzykach z wody zbutwiały w środku, bo były wypchane trocinami. Potwory za karę robią wielkie porządki w zabawkach.
Pani Barszcz tylko przez tydzień miała ludzką twarz. Już 8 września ukarała Fifę za sprawdzanie igłą czy wypukłości Miśki, która po wakacjach się zaokrągliła, nie są nadmuchane. Zresztą okazało się, że są prawdziwe. Kuczmierowski dowiedział się, że będzie miał rodzeństwo i jest załamany, bo będzie musiał podzielić się pokojem. We wtorek Miziołek spóźnił się do szkoły na matmę, bo odprowadzał do przedszkola Kaszydło. Kaśka dwa razy się wracała – raz dać buziaka mamie, drugi raz bo zapomniała pocałować pluszowego królika. Po drodze jeszcze rozsznurowały jej się buty, skakała przez wszystkie pęknięte płyty, by uniknąć pecha, zagadała się z koleżanką i usmarkała się. Miziołek znosił to cierpliwie do chwili, kiedy zaczęła robić bukiet z liści. Uznał, że siostra potrzebuje kagańca i krótkiej smyczy, jeśli on ma ją odprowadzać, ale za karę nie dostał deseru. W środę Kaśka przeklęła przy kolacji – nauczyła się tego od kolegów, podobnie zresztą jak pluć i robić zeza. Psycholog z którym konsultowała się mama poradził, by to zignorować. Mamiszon zabrała się za lekturę fachowych książek psychologicznych, zaś Kaśka testuje cierpliwość rodziców popisując się coraz nowymi wyrazami.
W piątek Beata bez powodu pożyczyła od Miziołka kątomierz, chociaż miała własny i chłopiec zastanawia się, jak ma to rozumieć. Przypomniał sobie, że jak Mamiszon starał się o rękę taty, to też pożyczała od niego różne rzeczy i nie oddawała, dopóki nie przyszedł po nie. Wówczas był częstowany rosołem i ciasteczkami i nawet się nie zorientował, kiedy się ożenił. Dopiero wówczas okazało się, że gotowała i piekła babcia Miziołka. W sobotę mały Mizioł wrzucił radio tranzystorowe do pralki – po upraniu i odwirowaniu nie przypominał już tranzystora. W niedzielę cała rodzina zajmowała się zbiorem śliwek na działce. Na obiad były knedle ze śliwkami, a wieczorem drylowali śliwki.
Kolejny tydzień zaczął się pechowym poniedziałkiem – już po obudzeniu się Miziołek czuł, że nie powinien iść do szkoły, jednak Mamiszon stwierdził, że nie powinien dorabiać ideologii do swojego chronicznego lenistwa. Tymczasem Miziołek w szkole dostał pałę z fizyki, w szatni zaginął mu prawy trampek, a pies woźnej obsikał jego plecak. Na dodatek Zarazek rozpowiadał wszystkim, że Miziołek lata za Beatą. Po tych wydarzeniach Mamiszon musiał przyznać, że nie należy lekceważyć przeczuć. We wtorek w nocy Kaszydło przebrane za wampira nastraszyło rodziców. W środę nowym przewodniczącym szkolnego samorządu został Zarazek i zaczął strasznie się panoszyć wprowadzając swoje porządki. Zbierał składki, spisał wszystkich nie mających kapci, Fifie udzielił nagany z ostrzeżeniem za plucie przez okno, a Miśkę zaprowadził do dyrektora za brak tarczy. W konsekwencji następnego dnia nikt nie pomógł mu na biologii i dostał pałę, nikt też nie podał mu piłki podczas meczu z szóstą c. Tymczasem Miziołek po powrocie do domu zastał chaos. Mama szatkowała kapustę i powtarzała na głos angielskie czasowniki nieregularne, Papiszon czyścił rower w przedpokoju, Kaśka biegała po domu w butach Mamiszona i bawiła się z Potworem w ślub. W takich warunkach Miziołek nie mógł uczyć się do klasówki z układu rozrodczego królika i zrobił ściągę, która ostatecznie uchroniła go od lufy. A przynajmniej stwierdził, że dostanie lepszą ocenę niż Fifa, który napisał, że królik rozmnaża się jak człowiek, tylko szybciej.
W sobotę Miziołek wymigał się od spaceru po Łazienkach symulując ból głowy po to, by będąc sam w domu robił to, co na co dzień jest zabronione. W niedzielę, jak co tydzień Mamiszon chce się wyspać, jednak dziewczynki na to nie pozwalają. Miziołek chce dać ogłoszenie do gazety, że dwunastolatek bez nałogów da się zaadoptować bezdzietnej rodzinie.
W następnym tygodniu kolejny raz na obiad były klopsiki lubuskie. Za uzbieranie 15 opakowań był do wygrania zlewozmywak, więc mama postanowiła go wygrać. Na nic się zdały argumenty Papiszona, że przecież nie potrzebują zlewozmywaka. Tymczasem Miziołek zabrał terpentynę, olejek i proszek do pieczenia i poszedł do Piromana, by robić fajerwerki. Niestety ich eksperymenty doprowadziły do zniszczenia obrusu – tygodniówka Miziołka została więc zawieszona po tym, jak przyszła mama Piromana ze szczątkami tkaniny w charakterze dowodu rzeczowego. Miziołek stwierdził, że dorośli to hipokryci, bo przecież babcia opowiadała, że tata w podstawówce wsypał cukru do baku samochodu sąsiada, a teraz zachowuje się tak, jakby nigdy nie zrobił nic głupiego.
Mamiszon został ekologiem i zaczął brać udział w demonstracjach ekologicznych, takich jak demonstracja w obronie humbaków, a Papiszon zbuntował się przeciwko jedzeniu klopsików przypinając na lodówce kartkę, że ma w nosie zlew. W szkole nastały czasy praktykantów – na ich lekcjach klasa przypominała aniołki, zaś pani Barszcz mówi do nich „Drogie dzieci”. Miziołek stwierdza, że gdyby praktykanci wiedzieli, jak w rzeczywistości wygląda ta praca, to natychmiast odstąpiliby od zamiaru zostania nauczycielami. W piątek Krośkiewicz przyszedł do szkoły z kolczykiem w uchu i włosami na żel. Trwały zakłady, na której lekcji zostanie wyrzucony z klasy. Zainterweniowała jednak dopiero matematyczka, pani Barszcz, nakazując pozbycie się biżuterii i wsadzenie głowy pod kran. W sobotę Miziołek musiał opiekować się siostrami pod nieobecność mamy i w efekcie stracił drzwi od nowego resoraka, komiks „Spiderman”, korektor, a w zeszycie miał narysowane kwiatki i wizerunki Myszki Miki, a ponadto rozmazane resztki piernika w czekoladzie. W niedzielę cała rodzina zjadła obiad u dziadków przekonanych, że tylko te obiady ratują rodzinę przed głodową śmiercią. Zamknięty w łazience Ogryzek zjadł mydło i nosem wychodzą mu bańki. Mamiszon przemilczał sprawę piromańskiego wybuchu i dzięki temu dziadek wciąż sponsoruje Mizołka.
W nowym tygodniu mama postanowiła, że zostanie poczytną pisarką i zasiadła przy maszynie, zapominając nawet o posiłkach. Reszta rodziny, prócz Małego Potwora, musiała radzić sobie zatem z żywieniem sama. Wszystko dlatego, że Mamiszon pisaniem postanowiła zarobić na kafelki w łazience. Przeczytała gdzieś, że Szekspir zadebiutował po trzydziestce i to ją przekonało do rozwoju swojej kariery. We wtorek ciocia Ania przeczytała pierwszy rozdział książki i zamiast smucić się była rozbawiona. W efekcie Mamiszon się obraziła i zamknęła w pokoju. Ciocia pozmywała w tym czasie naczynia i zabrała dzieci na pizzę. Do wieczora grała też z Kaszydłem w „chłopka” na podwórku, skacząc jak pięciolatka. Miziołek po raz kolejny stwierdził, że jego rodzina nie jest normalna.
W środę siostra doniosła na Miziołka, że zamiata śmieci pod łóżko, co poskutkowało dwudniowym zakazem oglądania telewizji. Miziołek jest oburzony, bo przy okazji inspekcji mamy, pod łóżkiem znalazł się jej pantofel i gwarancja od miksera. W czwartek Papiszon zagroził mamie oflagowanie się i strajk okupacyjny w kuchni. Po negocjacjach mama zgodziła się pisać tylko w niedzielę i zrobiła normalny obiad, a Papiszon zobowiązał się do znalezienia środków na położenie w łazience kafelków. W sobotę tata przyłapał mamę, jak paliła w toalecie. Wezwał całą rodzinę i pokazując na skruszoną mamę mówił, że to człowiek zniewolony przez nałóg. Mama musiała po raz setny obiecać, że już nie będzie paliła, po czym wyrzuciła napoczętą paczkę papierosów do kosza. W niedzielę Miziołek zobaczył przez okno Klaksona trzymającego za rękę Beatę. Udawał, że wcale nie jest zły. Postanowił tylko Klaksonowi przyłożyć ze dwa razy, bo nie lubi, jak ten siedzi dwie godziny na skwerku. W poniedziałek Mamiszon została wezwana do przedszkola, bo Kaśka walnęła łopatką Sebastianka. Fifa zakochał się w Beacie, a dowodem uczucia był fakt, że był gotów pożyczyć jej Gutka. Kuczmierowski zaczął zapuszczać bokobrody takie, jakie ma obrazie w pracowni historycznej miał książę Poniatowski. Chłopak używał specjalnej maści z bazaru, by włosy urosły bujne, ale okazało się, że jest na nią uczulony. W efekcie rodzice musieli zawieźć go na ostry dyżur w nocy, bo spuchł i dostał wysypki.
Papiszon został zobowiązany do zajmowania się Potworami i oddelegowany z Kaszydłem na „Królewnę Śnieżkę”. W sobotę po zjedzeniu całej blachy szarlotki Papiszon z synem poszedł na stadion pobiegać. Miziołek spuchł po czwartym okrążeniu, a Papiszon przebiegł dziesięć i nawet się nie zasapał. W drodze powrotnej spotkali Beatę, na której zrobiły wrażenie nowe adidasy Miziołka. W niedzielę padał deszcz i Miziołek nawet nie wstawał z łóżka. Mama stwierdziła, że to hormony i go nie budziła. Chłopak stwierdza, że jest przygotowany na dorastanie, bo dostał od dziadka maszynkę do golenia.
Nowy tydzień szkolny zaczął się od afery – zaginął dziennik klasowy. Podejrzani byli ci, którzy mieli najgorsze stopnie, czyli m.in. Zarazek, Piroman i przerośnięty Mikuś, który w każdej klasie jest po 2 lata. Następnego dnia Beata rozmawiała na lekcji i pani za karę posadziła ją z Miziołkiem. Zarazek i Fifa rzucili mu mordercze spojrzenie. Bohater stwierdził, że dziewczyna jest infantylna, bo nosi lalki Barbie w plecaku, a Jadwiga w jej wieku była już żoną Jagiełły. Mimo tego podobają mu się włosy dziewczynki – ciemnorude i splecione w warkocz. Miziołek zaczyna dbać o siebie co zauważają członkowie rodziny. Do łazienki wkracza ekipa remontowa, ale demolka jest w całym domu. Papiszon zamknął się w swojej norze i udaje, że go nie ma, Potwór został odstawiony do babci, a Kaszydło popisuje się przed ekipą brzydkimi wyrazami. W łazience szkolnej odnalazł się dziennik – był za rezerwuarem w ubikacji. Ekipa remontowa wzięła zaliczkę i zniknęła. Zmuszony do wyniesienia gruzu Papiszon pomstuje na Mamiszona, kafelki i dzień, w którym uległ szantażowi. Miziołek zastanawia się, jak przebiegać będą jego imieniny, jeśli łazienka dalej będzie w takim stanie. Na wszelki wypadek przeniósł swoją listę prezentów w bardziej eksponowane miejsce i dopisał do niej „pieszczochę”. Musiał jednak wyjaśnić Mamiszonowi, że chodzi o bransoletę z ćwiekami. W niedzielę odnaleźli się fachowcy, choć nieco pod wpływem. Mamiszon odmówiła wypłaty kolejnej zaliczki, więc jest szansa, że skończą przed imieninami.
Pani Barszcz kokietuje pana od wuefu, Pięknego Lola. Siedzi pod salą gimnastyczną i wymyśla różne preteksty, by się z nim zobaczyć. Miziołek stwierdza, że to utwierdza go w przekonaniu, że miłość jest ślepa. Beata przestała siedzieć z Miziołkiem i chłopak bardzo żałuje, bo podpowiadała lepiej niż Piroman. W środę podczas pilnowania przez bohatera Potworów, kiedy to rodzice wyszli do kina, jedyną metodą na uspokojenie Małego Mizioła było włączenie horroru. Papiszon nie mógł znieść przedłużającego się remontu, znalazł się w stanie załamania nerwowego. Tym bardziej, że glazurnicy pracują w toalecie, a rodzina biega do sąsiadów się załatwić. W piątek Kaszydło zakomunikowało, że do przedszkola więcej nie pójdzie. Okazało się, że na obiad był „śledź w ciapce”, czyli w sosie śmietanowym z cebulą i pani Fela postraszyła dzieci, że które nie zje, to pójdzie do pani dyrektor na rozmowę. Kaszydło, które śledzia bardzo nie lubi, długo go żuła, aż w końcu dziewczynka wypluła resztki do domku dla lalek i wybuchła afera. Mama napisała list do pani Feli, w którym skłamała, że jej córka jest uczulona na śledzie. W sobotę ciocia Ania przywiozła z Paryża same niepraktyczne prezenty – dla Miziołka plastikową wieżę Eiffla, nakręcanego pieska i za duże kąpielówki. Mamiszon dostał różową pelerynę z podobizną Asterixa na plecach, a Papiszon mandolinę. Remont skończył się w niedzielę i przystąpiono do porządków. Tata natomiast odchorowuje wydatek gotówki.
W poniedziałek rodzina była z wizytą u Kornelii, którą mama nazywa osobą niekonwencjonalną, co oznacza, że jest „zdrowo trzepnięta”. W szkole Piroman po przeczytaniu książki o hipnozie stwierdził, że ma zdolności hipnotyczne i potrafi zdalnie sterować panią Barszcz. Zaczął też przyjmować przedpłaty na skrócony kurs hipnozy. Miziołek dostał zniżkę z uwagi na kumplowanie się. Klasówka z matematyki nie odbyła się z powodu pęknięcia rury, a praca klasowa z biologii została odwołana. Piroman sugeruje wszystkim, że to jego zasługa, Na kurs zapisał się nawet Pasibrzuch, ale niezadowolony z lufy z fizyki naderwał Piromanowi ucho. Zażądał również zwrotu przedpłaty za kurs. Mamiszon uwierzyła we wróżbę Kornelii z jakąś pikową damą w średnim wieku kręcącą się wokół jej męża i doszło do awantury. Papiszon zakazał uprawiania w domu jakiejkolwiek metafizyki, w odwecie mama nazwała go tępym technokratą.
W dniu Wszystkich Świętych rodzina pojechała na Powązki specjalną linią cmentarną. W Zaduszki Kaszydło zapaliło na grobie pochowanego latem wróbelka znicz i ułożyło kwiatki. Rodzice nie wiedzą, czy pochwalić córkę czy zganić.
Ogryzek przeziębił się na spacerze i kicha, a mama zaczęła studiować „Skrócony kurs weterynarii”, bo nie wie, czy szczura można leczyć aspiryną. Na razie wypił napar z lipy i leży zawinięty w moherowy beret. Klakson przyniósł pestki z dyni dla Ogryzka. Też chciałby mieć zwierzątko, ale jego rodzice powiedzieli, że nie chcą żadnego zwierzęcia, które gubi sierść, jest szczurem, szczeka i siusia. Miziołek z Klaksonem zastanawiali się, jakie zwierzę spełnia kryteria określone przez rodziców i wyszło im, że jedynie karaluch, żaba i wąż. Ostatecznie wybrał węża i na jego zakup poświęcił nawet zawartość swojej świnki skarbonki.. Pojechali wraz z Miziołkiem do sklepu zoologicznego, ale pieniędzy starczyło mu jedynie za zakup zaskrońca, którego nazwał Napoleon. Rodzice nie byli zadowoleni, kazali nawet Klaksonowi oddać zaskrońca do sklepu. Chłopiec ani myślał, postanowił zatem ukryć go w piwnicy pani Wróblowej. W sobotę Miziołek poszedł z Klaksonem do piwnicy odwiedzić węża, ale ten zniknął. Bardzo się wystraszyli, bo pani Wróblowa ma chore serce i mogłaby nie przeżyć spotkania z wężem oko w oko. Chłopcy musieli przekopać całą piwnicę, przerzucając ziemniaki i trzy tony koksu. W końcu znaleźli Napoleona, który był dziwnie gruby pośrodku – prawdopodobnie połknął kartofel. Klakson zabrał go do domu i schował w skrzynce zepsutego radia. Mama pochwaliła Miziołka, że wysprzątał sąsiadce piwnicę.
Papiszon miał problemy z dentystą i tylko dzięki stanowczości żony chodził na wizyty. Konsultował nawet z synem symulowanie grypy, ale Miziołek mu odradził, bo mama ma wprawę w wykrywaniu symulantów. Tata wymyślił nawet, że jak sobie sam wyrwie ząb, to nie będzie czego borować. Obwiązał sobie już ząb żyłką wędkarską, ale przyłapała go mama, więc bez borowania się nie obejdzie.
Do rodziców Miziołka przyjechało bez uprzedzenia wujostwo z Włocławka z dwójką dzieci - Weroniką i sześcioletnim Damiankiem, który nigdy nie śpi. Małe Potwory szybko znielubiły Damianka, który zrobił rewolucję wśród ich zabawek. Papiszon stwierdził, że on może tego nie przeżyć i stara się o delegację do Turoszowa. Wujostwo nic nie mówi o długości pobytu, a mamie nie wypada pytać. Zdjęła zatem z pawlacza polówkę i materac dmuchany, sąsiad pożyczył matę turystyczną. Okazało się, że wujek przyjechał w poszukiwaniu komputera dla Damianka, jednak nie mógł znaleźć odpowiedniego. Damianek, który przeszkadzał już całej rodzinie, wkroczył do pokoju Papiszona, który go wyprosił. Atmosfera zrobiła się napięta i obrażona rodzina przeniosła się do wujka Bronka. Niestety staranie taty o delegacje nabrało już rozpędu i wyjeżdża w niedzielę. W sobotę zatem rodzice wzięli Miziołka z siostrami na duże lody. Piroman dzięki zbieraniu opakowań po batonach wygrał wodne łóżko, chociaż Miziołek zastanawiał się, co z nim zrobi, skoro śpi z bratem na piętrowym.
W szkole pojawiła się nowa nauczycielka od polskiego. Przezwano ją Przydawką. Jest świeżo po studiach i podchodzi do pracy ambitnie, postanowiła zatem przygotować wraz z uczniami szkolną inscenizację bajki – wybrano „Calineczkę”. Pani rozdała rolę, tylko ropuchy nikt nie chciał zagrać. Ostatecznie za karę polonistka obsadziła w tej roli Kuczmierowskiego. W środę Piroman przyszedł do szkoły z irokezem i trafił do dyrektora. Ten nie miał nic przeciwko braku włosów po bokach, zastanawiał się tylko, dlaczego ten pas pośrodku głowy jest pofarbowany na zielono. Klakson natomiast rozchorował się na grypę z powikłaniami i Miziołek przejął jego rolę Chrząszcza. Beata pochwaliła jego grę, choć Miziołek zastanawia się, czy z niego nie zakpiła. W domu popsuł się telewizor i rodzina szuka zastępczych sposobów spędzania czasu, jak gra w pchełki. W szkole trwają próby. Jest duży problem z Calineczką, bo w scenariuszu motyl pomaga jej w ucieczce. Fifa, który gra motyla, ma unieść Calineczkę i oddalić się za kulisy, jednak nie może nawet oderwać Buby od podłogi, o niesieniu jej nie wspominając. W sobotę Mizioły domagają się naprawy telewizora, bo mają już dość maminych wersji bajek. Mama się obraziła, a Papiszon ostatecznie zabrał dziewczynki do teatru. W niedzielę na drzwiach Miziołka ktoś napisał Szczebrzeszyn, a chłopiec podejrzewa Kuczmierowskiego. Przedstawienie okazało się kompletną klapą a publiczność wyśmiała aktorów i obrzuciła ich ogryzkami i papierowymi kulkami, zaś Kuczmierowski pobił się z kolejnym łobuzem z 6d – Mirotą. Zanim przedstawienie się zakończyło, dyrektor przerwał występ i odesłał dzieci do klas. Następnego dnia Przydawka niezrażona klapą przedstawienia, ogłosiła konkurs poetycki. Każdy miał napisać wiersz o szkole, a nagrodą miał być karnet na basen. Miziołek napisał najdłuższy utwór w klasie, jednak wygrał Zarazek, bo napisał utwór pełen lizusowskich kłamstw. Miziołek postanowił, że będzie codziennie pisał jeden wiersz, jeden rymowany aforyzm i jedną fraszkę, a w przyszłości dostanie Nobla. Dał nawet Papiszonowi do przeczytania jeden ze swoich wierszy, nie mówiąc kto jest autorem, ale ojciec stwierdził, że utwór jest marny.
Pierwszego grudnia odbyło się losowanie mikołajkowe. W tym roku prezenty miały być niepoważne i własnoręcznie robione. Miziołek wylosował Bubę, a Piroman Bynia, który lubi jeść i zbiera przepisy. Mama wyjechała do Łodzi na ślub kuzynki, dlatego dyscyplina w domu została poluzowana i można było jeść niezdrowe rzeczy. Miziołek zrobił zatem z tatą ich ulubione danie: frytki, parówki, ogórek z octem i dużo keczupu, a na deser kupili colę i ptysie. Rano zjawiła się babcia, skrytykowała nieodpowiedzialnego Papiszona i od razu zabrała się do zmywania. Jeszcze bardziej zła była po powrocie mama. Co prawda rodzinka ogarnęła trochę mieszkanie przed jej przyjazdem, ale plama po majonezie nie chciała zejść z kanapy, a na dodatek tata pomylił w trakcie prania programy i koszulki Małego Potwora są w kolorze „brudnolila”, a sweter mamy sfilcował się. Ze spiżarki zniknęły też wszystkie puszki i nikt się do tego nie przyznaje. Mamiszon stwierdziła, że nigdy nie zostawi dzieci Papiszonowi, z powodu nieodwracalnych szkód moralnych i materialnych. Znalazła też swój sfilcowany sweter na misiu Kaszydła i zagroziła tacie rozwodem.
W Mikołajki rano dziewczynki dostały po worku ze słodyczami, podobnie Miziołek. Oprócz tego chłopiec dostał też czapkę Chicago Bulls oraz pozłacaną rózgę. Rodzice nie dostali nic, więc Kaszydło uznało, że nie byli grzeczni i że to kara za to, że nie pozwalają dzieciom oglądać serialu „Wampir Dracula”. W niedzielę cała rodzina udała się do McDonalda i dzieci mogły zamówić wszystko co chciały, pod warunkiem, że zostanie to zjedzone.
Klasowe Mikołajki przebiegły dobrze. Pani Barszcz w czerwonym szlafroku, czerwonej czapce i ze sztuczną brodą na gumce rozdawała prezenty. Zarazek dostał lusterko z napisem „Jestem piękny i mądry”, Kuczmierowski styropianowe hantle, a Bynio wielką kanapkę skręconą dwiema śrubami. Miziołek dostał różowe okulary. Potem była dyskoteka i tańczył z Beatą. Szkoda tylko, że Mirota pokazywał ich palcem i śmiał się jak hiena. Następnego dnia na obiad była nielubiana przez Papiszona sałatka z tuńczyka, groszku i ryżu, zwana daniem rozwodowym. Mama przyrządza ją najczęściej po wizycie swej szkolnej koleżanki – cioci Wisi, która pochlebnie wyraża się o Papiszonie. Ciocia jest niezwykle elegancka, nosi buty na obcasach i schlebia Papiszonowi, co mu się bardzo podoba. Po jej wyjściu rodzice kłócą się, a mama mówi o koleżance „małpa”. Następnego dnia mama przegapiła wywiadówkę. Papiszon skończył ważną pracę i był zadowolony, więc Miziołek planował poprosić go o podwyżkę. Odkurzył nawet swój pokój i pozmywał po obiedzie, aż Mamiszon patrzyła na niego podejrzanie. W szkole od Kuczmierowskiego Miziołek usłyszał, że, aby uszy mniej odstawały, trzeba je na noc przyklejać taśmą. Przylepił, ale plaster cały czas odskakiwał, więc chłopiec użył szerokiej taśmy klejącej. Rano cała rodzina miała z Miziołka ubaw, bo taśma nie chciała się odlepić. Kaśka zaproponowała, że zerwie ją jednym pociągnięciem, Papiszon śmiał się straszliwie, a mama polewała synowi uszy kolejno spirytusem, olejem sojowym i zmywaczem do paznokci, który w końcu zadziałał. W rezultacie chłopiec spóźnił się na lekcję wychowawczą. W ramach zemsty Miziołek powiedział Kuczmierowskiemu, że wąsy szybciej rosną, jak się je smaruje butaprenem. Następnego dnia tata wrócił z pracy zły, więc zaczął smażyć placki ziemniaczane. Stłukł przy tym salaterkę i osmalił sobie rzęsy. W sobotę bohater nareszcie przekonał się, jak działa zegarek – szkoda tylko, że użył do nauki zegarka Papiszona.
Papiszon awansował i z tej okazji musiał zmienić swą garderobę. Dano mu bowiem do zrozumienia, że jego koszulka z napisem „Myszka Miki na prezydenta” nie jest odpowiednia na nowym stanowisku, szefowa nie chciała słuchać też o trampkach. Po zawarciu z żoną kompromisu wybrał ciemnozielony garnitur i krawat w ananasy. W szkole rozeszła się wieść, że w Boże Narodzenie pani Barszcz bierze ślub z Pięknym Lolem. Matematyczka jest wniebowzięta i nie uważa już tak na lekcjach. Po tym jak w niedzielę Miziołek był z Beatą w kinie odwrócili się od niego koledzy – Fifa i Piroman. Miziołek jest przybity, bowiem nie sądził, że będzie musiał wybierać pomiędzy kolegami a dziewczyną. W domu natomiast zaczęła się wojna kalesonowa, bo temperatura spadła do minus siedmiu stopni i Mamiszon uznała, że już pora włożyć kalesony, których Miziołek nie cierpi.
Mamiszon wobec Małego Potwora uczącego się jeść łyżką buraczki stosuje metodę wychowania bezstresowego, w efekcie cała kuchnia jest w buraczkach. Beata dużą przerwę przegadała z Krośkiewiczem i Miziołek zaczął się zastanawiać, czy Fifa nie ma racji twierdząc, że dziewczyny są perfidne i fałszywe. Zaczęły się świąteczne przygotowania, więc Papiszon zaczyna już symulować ból korzonków, żeby się wykręcić od pastowania podłóg. Mama przejrzała jego grę i zaproponowała mu kompromis – zamiast wiórkowania mycie okien, ewentualnie trzepanie dywanów. Kaszydło już od tygodnia robi ozdoby świąteczne. Do obowiązków Miziołka należy natomiast wynoszenie śmieci i niektóre zakupy. W handlową niedzielę chłopiec spotkał w rybnym Beatę. Przegadali prawie godzinę i umówili się na jutro, żeby razem kupić bombki. Miziołek ma już prezenty dla Potwora, Papiszona i dla Kaszydła. Chciałby dać też prezent Beacie, ale nie wie, jak to zrobić. Miziołek skonstruował dla niej pudełko na CD.
W nocy rodzice wylądowali z Małym Potworem na ostrym dyżurze laryngologicznym, bo mała wepchnęła sobie fasolę do nosa. Podobno poczekalnia była pełna dzieci z fasolą w nosie, a jeden chłopiec miał dla odmiany witaminę C w uchu. Papiszon jak co roku zwlekał z zakupem choinki do ostatniej chwili, więc zakupiona na szybko choinka była rosochata i trzeba było zużyć trzy pudełka włosów anielskich, by ukryć fakt, że czubek miała długi i chudy, potem kilka rozłożystych gałęzi i dół wyglądający jak obgryziony przez dzikie zwierzę. Przed wigilią wszyscy się jak zawsze pokłócili, ale wieczorem nastąpiło pojednanie. Dzień zaczął się nerwowo. Mamiszon rozgotował uszka, Mały Potwór zjadł skórkę pomarańczową i zwymiotował, a orzechy z keksu zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach.
W pierwszy i drugi dzień świąt wszyscy jedli. W sobotę po świętach zmarł świąteczny karp nazwany Pyszczkiem. Nikt nie miał sumienia go zabić na Wigilię, więc dalej pływał przez święta w wannie. Po świętach zostało sporo ciast i nikt nie miał siły ich jeść. Miziołek zaprosił Piromana, żeby im pomógł w konsumpcji, ale jego mama też napiekła sporo ciast. Piroman w tajemnicy przed rodziną szykował na Sylwestra pokaz fajerwerków. Rodzice wyszli na bal organizowany w pracy Papiszona, a dzieci zostały pod opieką dziadków. Jednak wrócili przed północą, bo tata tańczył ze swoją szefową, a Mamiszon oświadczyła, że nie po to raz w roku idzie na bal, żeby przyglądać się parze kiepskich tancerzy. Dziadek dyplomatycznie pogodził małżonków. Wybuch mieszkającego nad Miziołkiem Piromana sprawił, że w łazience odpadł jeden kafelek. Piroman dostał niezłe lanie, ma też szlaban na telewizor do marca. W sobotę 3 stycznia w szkole odbyła się dyskoteka Miziołek namoczył grzywkę w czerwonym tuszu kreślarskim i wyglądał odlotowo. W niedzielę Kaśka była na urodzinach Dorotki, koleżanki z przedszkola i mówiła niezbyt przyzwoite wierszyki. Wszystkim mamusiom aż opadły szczęki, a Kasia była niepocieszona, że nie wygrała konkursu.
We wtorek wypadała rocznica ślubu rodziców. Papiszon kupił bilety do teatru więc we wtorek poszli wieczorem razem. Następnego dnia do Miziołka doszły plotki, jakoby Beta powiedziała, że Miziołek jest przystojny. Beata przysłała mu przez koleżankę swój pamiętnik, żeby się tam wpisał. Inni chłopcy już się do niego wpisali, a Zarazek wkleił nawet swoje zdjęcie. Miziołek pytał mamy czy jej zdaniem jest przystojny. Mamiszon zaczęła kręcić, ostatecznie określiła urodę syna mianem „interesującej”. W piątek po lekcjach Miziołek odprowadził Beatę do domu, a w niedzielę umówił się z nią na lodowisko. Papiszon pożyczył synowi swój zielony szalik i dał pieniądze na bilety. Kaśka śmiała się, że się zakochał. W poniedziałek była zapowiedziana klasówka z geografii i chłopcy postanowili iść na wagary. Już wchodzili do kina, kiedy pojawiła się pani Barszcz w towarzystwie świeżo upieczonego męża i skończyło się wezwaniem rodziców do szkoły. Mama po rozmowie z panią Barszcz doszła do wniosku, że przyszłość Miziołka jest przesądzona i czeka go posada przy kopaniu rowów. Nakazała zatem Papiszonowi zająć się wychowaniem syna. Ten zabronił synowi oglądać dobranocek – w swoim roztargnieniu nie zauważył, że Miziołek nie ogląda ich od jakichś 5 lat. Ostatecznie Miziołek stwierdził, że nie ma nic przeciwko temu, żeby wychowywał go tata. W czwartek byli w kinie, potem tata zapytał z czego była klasówka i stwierdził, że też nie lubił sfer klimatycznych. Potem poszli razem na frytki. Beata nie pojawiła się w piątek w szkole z powodu wietrznej ospy. Buba z satysfakcją stwierdziła, że od tego się brzydnie. W niedzielę Mamiszon z dziećmi udała się do supermarketu, gdzie wszystkich ogarnął atak „chwilowej niepoczytalności”, w efekcie czego kupili sporo niepotrzebnych rzeczy, jak karnawałowa maska wampira czy środek na mole.
Piroman dostał „naganny” ze sprawowania, kiedy wybuch jego bombki dymnej z magnezji niechcący osmalił panią Barszcz. Bombka była przeznaczona dla Kuczmierowskiego, bo ten nazwał brzydko Piromana. We wtorek mama poszła do dentysty a Miziołek miał zająć się rodzeństwem. Zamknął siostry w łazience, gdzie dobrały się do maminych kosmetyków. Nieoczekiwanie wpadła ciocia Ania, której nie spodobały się takie metody wychowawcze. Okazało się, że dziewczynki całe się wysmarowały maseczkami, pomadką i tuszem do rzęs. Ciocia pomogła umyć dzieci i zatrzeć ślady zbrodni. Mama jednak odkryła braki w kosmetykach, jednak nikt się nie przyznał. W czwartek Miziołek wychodząc do szkoły zostawił włączony opiekacz do grzanek. Kiedy Mamiszon wróciła po południu, był już rozgrzany do czerwoności. Miziołek dawno nie widział mamy tak wściekłej i na wszelki wypadek umknął do swojego pokoju. W piątek Piroman poszedł z Pućką na górkę saneczkową koło szkoły i dziewczynka tak natarła go śniegiem, że ledwo żył. Mama zaś zrobiła Papiszonowi czapkę na drutach i ten wygląda w niej jak ostatnia sierota. W niedzielę natomiast tata po raz pierwszy wygrał ze swym komputerem w szachy i kazał mówić do siebie „Mistrzu”. W szkole Klakson przekonywał wszystkich, że w nocy odwiedzili go przybysze z kosmosu. Podobno w nocy obudził go hałas na balkonie, a tam stał karzełek w pelerynie. Kiedy się jednak zorientował, że jest obserwowany, bezszelestnie spłynął na ziemię. Na dowód prawdziwości opowiadania, Klakson pokazywał ślady płetw na śniegu. Część kolegów mu uwierzyła, część nie. Papiszon wyśmiał jego opowieść, a Miziołek nie rozumie, dlaczego tata nie wierzy w UFO natomiast wierzy w prąd, którego też nie widać. W czwartek Piroman wymyślił test na prawdomówność Klaksona. Wraz z Miziołkiem przebrali Kaśkę za ufoludka i podstawili pod drzwi Klaksona. Ten otworzył drzwi i natychmiast je zamknął, a w szkole ani słowem nie wspomniał o wizycie ufoludka. Koledzy rozpoczęli zatem śledztwo. Ostatecznie Pućka przyznała, że Klakson wszystko zmyślił, by zrobić wrażenie na Beacie, a ślady na śniegu własnoręcznie odcisnął tekturką. Na weekend przyjechała ciocia Lusia z Płocka, która lubiła zaprowadzać swoje porządki. Robiła naleśniki z czekoladą i chciała przekonać Papiszona do zaprowadzenia porządku w jego norze mimo twierdzeń, że pod żadnym pozorem nie można tam sprzątać. Konflikt wybuchł, kiedy mimo tego zakradła się do nory i tam trochę poodkurzała. Papiszon od razu się zorientował i dostał szczękościsku.
W poniedziałek spadł śnieg i koledzy ulepili po szkole bałwana przypominającego dyrektora. Chłopcy dorobili mu nawet szelki i krawat z worka po cemencie. Pani woźna wygrażała im szufelką na śmieci, więc postanowili, że następnego dnia ulepią ją. Tata spotkał w spożywczaku kolegę ze studiów i zaprosił na obiad na następny dzień. Podczas posiłku odegrali sceną z kampanii napoleońskiej, bo kolega wykłada historię na uniwersytecie. Na koniec kolega z Papiszonem zostali zesłani na Elbę do kuchni, gdzie zjedli pół sernika. W czwartek Miziołek wrzucił do skarbonki ostatnią monetę i była już pełna – po rozbiciu okazało się, że jest w niej dokładnie 78 złotych i 23 grosze. W piątek za oszczędności chłopak kupił łyżworolki. W drodze do domu przewrócił się osiemnaście razy. Od 7 lutego trwały ferie zimowe.
List pierwszy pisany do rodziców
Miziołek wyjechał na zimowisko i mieszkał u państwa Pierogów w górach. Pisał do rodziców, że czasami trudno gospodarzy zrozumieć, bo mówią po góralsku. Podczas drogi pociągiem szybko zaprzyjaźnił się z nowymi kolegami. Nie spodobał mu się jedynie wygadany chłopak w czerwonym golfie, który chwalił się, że ma wszystko najlepsze na świecie. Nikt go zresztą nie polubił i został nazwany Wyszczekany.
Pocztówka do rodziców
Podczas zimowiska Miziołek był na wycieczce w Zakopanem, gdzie wraz z Fifą zrobili sobie zdjęcie z misiem, który pachniał piwem i miał czkawkę Miziołek pisze, że chciał kupić Potworom ciupagę, ale w sklepie były tylko Batmany i Psy Pluto.
List drugi pisany do rodziców
Miziołek chwali się, że nauczył się skręcać na nartach w lewo. Wyciąg narciarski znajduje się tuż za domem, w którym mieszka, ale prawie nikt nie umie jeździć, z Wyszczekanym włącznie.
Dziennika Miziołka ciąg dalszy
Powrót do szkoły był trudny. Miziołek pokazał Beacie zdjęcie z niedźwiedziem i dziewczynka bardzo mu zazdrościła. Ona sama spędziła ferie u rodziny w Kutnie i trzy razy dziennie po spacerze musiała odśnieżać pudla swojej cioci. Papiszon się rozchorował na grypę. Bierze garściami tabletki i śpi w czapce z pomponem. Mama nie pozwala dzieciom się do niego zbliżać, żeby się nie zaraziły.
W środę klasa Pasibrzucha wygrała z klasą Miziołka siedemnaście do zera, za sprawą szantażu osiłka. Pasibrzuch, który stał na bramce, obiecał wycisk każdemu, kto spróbuje strzelić mu gola. Korzystając z nieuwagi chorego taty Potwory okleiły jego komputer nalepkami ze Świnką Pepą. Papiszon biegał po domu krzycząc, żeby dać mu nervosol, po inaczej podusi Potwory. Rodzice Piromana odziedziczyli po cioci pianino i zapisali syna na lekcję muzyki. Ich sąsiedzi cierpieli podczas prób. Kolejny tydzień rozpoczął się pechowo - Mamiszon nie zmieściła się w suknię ze studniówki, dlatego ograniczyła węglowodany w diecie całej rodziny, co oznacza koniec z pączkami, makaronem i pizzą. Szczupła ciocia Wisia zwróciła uwagę mamie, że utyła i dodała, że mężatki nie dbają o siebie, bo zaklepały sobie męża do końca życia. Uśmiechnęła się przy tym do Papiszona, który nierozważnie zaśmiał się z uszczypliwych słów kierowanych do żony. Tyle co ciocia wyszła, a mama oświadczyła, że tego „podstępnego Szkieletora” nie wpuści do domu, po czym ograniczyła rodzinie również tłuszcze i cukry. Mama od następnego dnia zaczęła też ostro trenować i w rezultacie Papiszon musiał sturlać ją z łóżka, bo przesadziła. Papiszon potajemnie zabierał dzieci na ciacha z kremem. Po czterech dniach nie było rezultatów odchudzania u mamy, schudł natomiast Papiszon i Miziołek. W sobotę pół dnia rodzina spędziła w Powsinie, gdzie mama postanowiła biegać. Miziołek z poszła do dziadków na obiad i Miziołek stwierdza, że tam przynajmniej zjedzą coś więcej niż główkę sałaty. Przy okazji tata wdrożył plan mający na celu odwiedzenie mamy od odchudzania, a tym samym zagłodzenia całej rodziny. Zaczął od opiewania urody krągłych kobiet, w przeciwieństwie do kościstych.
W szkole odbył się uroczysty apel z okazji Dnia Kobiet. Mamiszon zbojkotowała to „szowinistyczne” święto. Mama zarządziła wiosenne Wielkie Porządki, które miały się odbyć po sobotniej prywatce urządzanej przez rodziców. Ustalanie listy gości było ciężkie, bo mama początkowo wykreśliła wszystkich kolegów taty, którzy mają ładne żony, Papiszon zaś wykreślił pana Zbyszka, który w liceum się do mamy zalecał. Ostatecznie małżeństwo doszło do porozumienia i teraz mama ćwiczy cza-czę i rumbę. Postanowiono, że Miziołek razem z Miziołami zostanie wysłany do rodziców. Mama wyprosiła u taty sto złotych na coś szykownego i kupiła sobie niebieskie rękawiczki do łokcia.
W niedzielę rodzice byli wykończeni po zabawie. Mama tańczyła do rana rumbę z panem Zbyszkiem i bolą ją nogi, tatę zaś boli głowa i leży z kompresem. Wszędzie jest bałagan i brudne naczynia. Mizioły są z tego bardzo zadowolone i budują domek z puszek po piwie.
Nadszedł telegram od wujka Karola, że przylatuje z Sydney w poniedziałek. Jest dalekim kuzynem mamy i nie mówi dobrze po polsku. Okazał się łysym kowbojem bez boczków. Nosił buty z cholewką i kurtkę z frędzlami, a na widok królika wzdrygnął się z odrazą. Po obiedzie mama wysłała Miziołka po ser i sałatę dla wuja który najwidoczniej był jaroszem. Chłopiec dostał od niego w prezencie bumerang.
Na drugi dzień po skargach sąsiadów prezent został bohaterowi odebrany, bo przyczynił się m.in. do rozbicia szyby w piwnicy sąsiadki. Dodatkowo Miziołek został pozbawiony tygodniówki do odwołania. Wuj Karol dziwił się wszystkiemu – metrażowi mieszkania, smakowi wody w kranie i samochodom marki Maluch. Stale każe oszczędzać wodę, a kiedy natknął się na Ogryzka przypomniał rodzinie, że należy tępić gryzonie. W odwecie Ogryzek obgryzł mężczyźnie czubki kowbojskich butów. 20 marca był Pierwszy Dzień Wiosny, czyli Dzień Wagarowicza. Uczniowie byli przebrani w różne stroje, np. Miziołek za Różową Panterę, Fifa za Hot Doga, Miśka za Smurfa. Po dwóch lekcjach urwali się ze szkoły i poszli do parku Agrykola na koncert rockowy. W sobotę Miziołek oprowadzał wuja po mieście, pokazując mu panoramę Warszawy z poziomu tarasu widokowego w Pałacu Kultury, ale mężczyzna wydawał się znudzony. W niedzielę przyjechała rodzina z Krościenka i zabrała wuja.
W poniedziałek rodzice Miziołka dostali telegram od Steni, której nikt nie znał, a która zapowiadała przyjazd we wtorek. Ostatecznie kobieta się nie pojawiła. Zaczęły się za to Wiosenne Porządki i przeglądanie garderoby przez Mamiszona. Mama postanowiła też uszyć sobie sukienkę z różowego materiału w zielone słonie. Po uszyciu Papiszon stwierdził, że suknia nadaje się na działkę do pielenia marchewki. Miziołek chciał pocieszyć mamę i stwierdził, że nie jest gorsza niż ta, którą uszyła sobie na Sylwestra, a którą ostatecznie przeznaczono na szmatki do kurzu. Mamiszon się zdenerwowała.
W trakcie porządków mama znalazła swój zielnik, zrobiony jeszcze w podstawówce. Oglądali go z Papiszonem, a później zaczęli się wyzywać posługując nazwami z zielnika i mówiąc np. „Ty tobołku przerosły!” czy „Ty wawrzuszko skalna!”. Następnego dnia Papiszon był bardzo zły, bo nie mógł znaleźć zeznania podatkowego, nad którym siedział dwa dni. Okazało się, że to mama zrobiła z niego papiloty i tata zaczął gonić ją wokół stołu. Ostatecznie tata obiecał, że nie oskalpuje żony, jeśli ta obieca, że już nigdy nie zrobi papilotów z ważnych dokumentów.
W końcu marca mama skończyła wysyłać ostatnie życzenia noworoczne do rodziny i znajomych, po czym zabrała się do pisania kartek wielkanocnych. Miziołek gotów jest założyć się o jego wszystkie kapsle, że nie zdąży tego zrobić przed końcem lipca. Następnego dnia Papiszon cały wieczór grał z dziećmi w scrabble, bez uwzględniania poprawnej pisowni wyrazów. Mama była bardzo zbulwersowana, gdy zobaczyła takie wyrazy, jak „kóż”, „strusz” czy „Mjut”. Stwierdziła, że tata nie zna się na wychowaniu dzieci.
Zachęcam do przeczytania lektury. Pamiętaj, że streszczenie jest tylko formą powtórzenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz